piątek, 29 września 2017

Dzień Kawy - wymianka

Dziś Dzień Kawy. Nie wiedziałam do tej pory o takim święcie, ale odtąd będzie mi się ten dzień bardzo dobrze kojarzył. I to nie tylko z powodu małej czarnej przygotowanej przez Męża o poranku i wypitej we względnym spokoju;) Ale z powodu pięknego wymiankowego prezentu, jaki dostałam od Marzenki - Meni, prowadzącej blog Mój robótkowy relaks. Marzenka przysłała mi same kawowe skarby: uroczy obrazek w ramce, takiej całkiem w moim stylu - całość niezwykle przypadła mi do gustu:)
Piękną karteczkę z kawowym serduszkiem. O tym, że ten haft bardzo mi się podoba, świadczy fakt, że też umieściłam go na kartce wykonanej dla swojej wymiankowej Połówki:)
Marzenka podarowała mi także książeczkę z pięknymi sentencjami dotyczącymi przyjaźni oraz korkowe podkładki pod kubki:
Nie obyło się też bez przydasi i słodkości:
Marzenko, jeszcze raz pięknie Ci dziękuję! Sprawiłaś mi ogromną radość, a wykonane przez Ciebie prezenty zajmują w moim domu honorowe miejsce i każdego dnia z wielką przyjemnością na nie spoglądam.
Dziękuję też Organizatorce wymianki - Kasi. W wymiankowych zabawach nie brałam udziału już kilka lat i trochę zapomniałam jakie emocje im towarzyszą. Najpierw czekanie na dane wymiankowej Połówki, potem wymyślanie i planowanie pracy, aż w końcu oczekiwanie na reakcję Osoby obdarowanej. Dzięki Kasi znów mogłam tego wszystkiego doświadczyć, a także otrzymać przepiękny prezent.
Teraz pora zaprezentować, co ja przygotowałam w ramach wymianki. Zadanie miałam bardzo odpowiedzialne, gdyż moją wymiankową Połówką okazała się sama Organizatorka Kasia z Krzyżykowego szaleństwa
Dla Kasi uszyłam dwie kawowe podkładki z hafcikami:
No i dołożyłam kubek z kawowym motywem, aby Kasia miała co na nich stawiać;)
Karteczka z prezentowanym już dziś kawowym serduszkiem:
I haftowany "wafelek":
No i parę przydasi i słodkości:
Wiem od Kasi, że przygotowany przez mnie wymiankowy prezent spodobał się Jej, więc chyba sprostałam zadaniu:)
Dziś czeka mnie długi i pracowity dzień, bo po pracy pędzę na zajęcia na uczelni. Ale po powrocie od razu będę odwiedzać blogi kawowych Wymianowiczek, aby popodziwiać przygotowane przez Was prezenty:)

czwartek, 21 września 2017

Urodzinowe candy w Krzyżykowym szaleństwie

Blog Kasi - Krzyżykowe szaleństwo wkrótce będzie miał 4 lata. Z tej okazji Kasia zaprasza na candy:

wtorek, 29 sierpnia 2017

Kartki lipcowe i sierpniowe

W ramach całorocznej karteczkowej zabawy u Ani, w sierpniu wytyczne do tworzenia kartek wyznaczła inna Ania , a były one następujące:
A oto moja interpretacja zadanych tematów:
1. Zajączek + 3 kwiatki - wszystko to znalazło się na hafciku. Dodałam jeszcze jeden kwiatuszek wykonany samodzielnie na podstawie kursu znalezionego w necie, z serduszek wyciętych dziurkaczem:
2. Słońce + żółty. Nad tą karteczką najdłuzej dumałam, bo chciałam, żeby była taka uniwersalna, nie koniecznie wakacyjna. Myslę, że mi się to udało. 
3. Szopka + zielony:
I kolaż:
Udało mi się też nadrobić część karteczkowych zaległości, a mianowicie wykonałam kartki lipcowe, do których wytyczne przygotowała Iwona:
I moje karteczki:
1. Przebiśniegi - są dwa nad kurczaczkiem:
2. Cukrowa laseczka:
3. Lato - początek lata kojarzy mi się z wakacjami u Babci na wsi, a więc na karteczce znalazł się polny bukiet:
Kolaż lipcowy:
Do nadrobienia zostały mi jeszcze kartki majowe, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się te zaległości zlikwidować.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Muzeum Archeologiczne w Biskupinie

Od kiedy w czwartej klasie szkoły podstawowej dowiedziałam się  o Biskupinie, marzyłam aby tą starożytną osadę zobaczyć. Po 30 latach to marzenie miało się zrealizować. Jadąc na Pojezierze Pomorskie postanowiliśmy nadłożyć trochę drogi, aby to miejsce odwiedzić. W sobotę 12 sierpnia wyjechaliśmy z Lublina z samego rana, nieświadomi spustoszenia wywołanego przez szalejące nocą w tamtym rejonie burze. Kiedy przyjechaliśmy do Biskupina okazało się, że muzeum jest zamkniętę, z powodu ponad setki powalonych drzew. Jedno z tych drzew powaliło się na chatę pałucką, inne na zagrodę Wisza. Muzeum nie obejrzeliśmy, a od tamtego miejsca towarzyszył nam krajobraz, jak z jakiegoś filmu grozy.

Na szczęście za tydzień muzeum było już otwarte dla zwiedzających, choć na całym jego obszarze powalone drzewa, powyrywane z korzeniami, połamane przedstawiały straszny obraz.
Niemniej jednak udało się zrealizować moje marzenie i skreslić kolejny punkt z listy "miejsc koniecznych do odwiedzenia".
Początki Muzeum Archeologicznego w Biskupinie sięgają roku 1933, kedy miejscowy nauczyciel Walenty Szwajcer odkrył relikty osady obronnej ludności kultury łużyckiej, wzniesionej w 748 roku p.n.e. na podmokłej wyspie (obecnie półwyspie) na Jeziorze Biskupińskim.
Już w 1936 roku założono w Biskupinie rezerwat archeologiczny i wzniesiono rekonstrukcje dwóch chat i fragmentu wału.
To co dzis możemy ogladać w Biskupinie zostało zbudowane w latach 2005-2006 w ramach projektu współfinansowanego przez Unię Europejską. Odtworzono obronny wał, bramę wjazdową, most falochron, ulice, dwa rzęsy domów, z których część jest w pełni wyposażona.
Biskupin jest najbardziej znanym w Europie rezerwatem archeologicznym, w którym ciągle prowadzi się prace naukowe.
W domostwach odbywają się pokazy związane z lepieniem ceramiki, łowiectwem pradziejowym, tkactwem, biciem monet itp. Tu pieczenie podpłomyków:
Zagrod aWisza - miejsce kręcenie filmu "Stara Baśń. Kiedy Słońce było Bogiem":


piątek, 11 sierpnia 2017

Końcówka wakacji

Intensywnie wykorzystuję końcówkę wakacji - porządkuję, układam, sprzątam po remoncie. Zdobywam nowe doświadczenia - maluję meble farbą kredową. Nadrabiam zaległości blogowe - czytam, zachwycam się Waszymi pracami i wakacyjnymi wojażami. Wykonuję małe hafciki - chcę nadrobić wszystkie karteczkowe zaległości, na razie jestem na dobrej drodze;) No i zapisałam się na Wymiankę na Dzień Kawy w Krzyżykowym szaleństwie.
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam kawę i nie wyobrażam sobie poranka bez jej filiżanki:) Najlepszą kawę w swoim życiu miałam okazję pić w tamtym roku w Portugalii. Dodatkowo, chwilom spędzonym nad filiżanka tego aromatycznego napoju, uroku dodawał niepowtarzalny klimat tamtejszych knajpek i barów. 
Mam też w głowie kilka kawowych projektów, ale póki co zapisałam się na powyższą wymiankę. Bardzo dawno nie brałam udziału w tego typu zabawach, z powodu braku czasu, a teraz wykorzystam tę końcówkę wakacji, aby sprawić przyjemność sobie i jeszcze Komuś:) Może jakaś Amatorka kawy też się skusi:)
A jutro udaję się z moimi Mężczyznami - Mężem i Synem na tygodniowy odpoczynek na Pojezierzu Pomorskim. Panowie stawiają na wędkowanie, ja zaś będę leniuchować. Planuję czytać, xxx i napawać się pięknej tamtejszej przyrody. Mam też nadzieję, wykorzystując niedaleką odległość, udać się w conajmniej dwa miejsca z mojej listy "miejsc koniecznych do odwiedzenia" oraz do skansenu, w którym jeszcze nie byłam:) Relacja po powrocie. Myślę, że w końcu będę mogła pochwalić się też czymś robótkowym. Żegnam się zdjęciem z przepięknymi hortensjami w moim ulubionym kolorze:)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Byłam na końcu świata

Wiele się u mnie w ciągu ostatnich tygodni działo. Rozpoczęłam długo obmyślany remont pokoju, zwanego salonem, a pełniącego funkcję rodzicielskiej sypialni, pokoju wypoczynkowego, a także jadalni i pracowni robótkowej;) Na szczęście widać już koniec tego przedsięwzięcia.
Udałam się też wraz z Mężem na powtórne Camino de Santiago. Tym razem szlismy tylko po hiszpańskiej ziemi, przemierzając 320 km z Oviedo do Santiago. Tegoroczna droga była dużo trudniejsza i bardziej wymagająca, gdyż jej znaczna część wiodła przez Góry Kantabryjskie. Za to obfitowała w przepiękne widoki i kontakt z dziewiczą przyrodą. Będę miała co opowiadać i pokazywać conajmniej do zimy;)
A dziś zacznę trochę przekornie, prawie od końca i pokażę Wam koniec świata.
W związku z tym, że nasze Camino przeszlismy szybciej niż poczatkowo zakładaliśmy, to wygospodarowany dzień postanowiliśmy przeznaczyć na wycieczkę właśnie na koniec świata.
To niewielki przylądek w północno - zachodniej Hiszpanii, o nazwie Finisterra, który w średniowieczu uważany był za "koniec ziemi". I choć dziś wiadomo, że Finisterra nie jest końcem świata, ani nawet Europy, to tradycja odwiedzania tego miejsca jest wciąż żywa i ważna, szczególnie dla pielgrzymów.
Miejsce to przywitało nas gęstą mgłą, a potem mżawką. Już się przyzwyczailiśmy, że pogoda w północnej Hiszpanii jest zmienna i dynamiczna i po bezchmurnym, słonecznym dniu przychodzi pochmurny i wilgotny. Niektórzy turysci byli zawiedzeni taka aurą. Dla mnie sprawiła ona, że to miejsce jawiło się jeszcze bardziej tajemniczo i magicznie, jak na koniec świata przystało;)
Oto wypatrywany i wyczekiwany słupek z oznaczeniem 0,00 km -  kres podróży wielu pielgrzymów, udających się tu w dalszą drogę po przybyciu do Santiago:
Latarnia morska spowita mgłą:
I miejsce nad samym brzegiem Oceanu Atlantyckiego, gdzie średniowieczni pielgrzymi, docierając do kresu swej podróży palili ubrania i kapali się w oceanie, na znak oczyszczenia. Zwyczaj ten kultywowany jest do dziś:
Niektórzy zostawiaja ubranie, buty na skałach:
A tu but - pomnik, zaświadczający i przypominający o tej wielowiekowej tradycji:
Przepiękne skalne wybrzeże, a pod nim ocean, który słyszeliśmy i czuliśmy, ale nie widzieliśmy ponieważ otulała go gęsta mgła:
 Za to w pobliskim rybackim miasteczku - Fisterra, do woli moglismy patrzeć w jego toń:
Zapraszam na spacer po tym urokliwym miejscu:
Średniowieczną tradycją pielgrzymią było zabranie z Finisterry muszli, jako dowodu, że się tu dotarło i widziało koniec ziemi. Mnie też udało się znaleźć muszlę w tym niezwykłym miejscu:
Oprócz wspomnień, zdjęć i muszelki z końca świata przywiozłam takie oto naparstki:
Życzę udanego niedzielnego wypoczynku:)